| Autor artykułu: Daniel Klimczak, Data utworzenia: 01-09-2010 21:44 |
| Ilość odsłon pełnej treści: |
2033 |
|
Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami. Jeszcze w tym roku dowiemy się, kto będzie zarządzał gminą przez, jeśli społeczeństwo nie zdecyduje się odwołać władz przedwcześnie, najbliższe cztery lata. Do chwili obecnej, walkę o fotel burmistrza zapowiedziała jedna osoba – Agata Wasilenko*, która obecnie zajmuje stanowisko redaktora naczelnego Opinii Grodkowskich, a także prowadzi własne wydawnictwo.

Agata Wasilenko - Fot. Wydawnictwo Grodkowskie
Zapytaliśmy panią Agatę o kroki, jakie zamierza podjąć, jeśli uda się jej objąć stanowisko gospodarza miasta:
Daniel Klimczak: Wiele osób zarzuca Pani prowadzenie ukrytej kampanii wyborczej długo przed tym, gdy mówiło się o wyborach – mowa tutaj o opozycyjnym nastawieniu Opinii Grodkowskich czy udział w organizacji referendum. Czy jest Pani w stanie temu zaprzeczyć, czy może w pogłoskach tkwi przysłowiowe ziarnko prawdy?
Agata Wasilenko: Zacznijmy od początku. Zupełnie nie rozumiem tej paniki i agresji, jaką u kilku osób wywołała moja kandydatura. Po pierwsze nie jestem faworytem tych wyborów. Nie mam zaplecza w postaci budżetu gminy, dzięki któremu mogę zarzucić wyborców inwestycjami, nie stoi za mną bogata i potężna partia polityczna albo wpływowa mafia. Jestem zwykłym obywatelem, który korzysta z demokracji i swoich praw obywatelskich. Takie same prawa ma kilka tysięcy mieszkańców naszej gminy i w każdej chwili mogą z nich skorzystać.
To że się zaangażowałam przed dwoma laty w życie publiczne miało bardzo przyziemne podstawy. Poczułam się zagrożona działaniami władz w sprawie leżącej blisko mojej nieruchomości wylęgarni. Dostałam aroganckie pismo z urzędu, więc postanowiłam znaleźć skuteczną formę nacisku na władze. Reaktywowałam Gazetę Grodkowską, ale okazało się, że zupełnie nie było mi po drodze z jej środowiskiem. Napisałam o tym w numerze 8 Opinii. Powiem tylko tyle – gdyby linia programowa Grodkowskiej biegła inaczej, dzisiaj zapewne pomagałabym w kampanii wyborczej kandydatowi z bardzo dużym zapleczem społecznym, który bez trudu wygrałby wybory.
Opinie nie powstały jako organ wyborczy, lecz z buntu przeciwko wiecznej niemożności, autocenzurze i strachowi. Każdy, kto ma pretensje do mediów, że są krytycznie nastawione do świata zupełnie nie rozumie ich misji. Świat trzeba czynić lepszym. Jak chce pan, żeby było lepiej, kiedy słodzi się burmistrzowi: jesteś królem, jesteś genialny, najlepszy? Albo pisze: zrobili kilometr drogi, to nasi dobrodzieje i zbawcy! Urzędnicy za to dostają niezłe wypłaty, żeby ludziom się żyło dobrze, żeby zwykli obywatele mieli drogi, porządek, a ich sprawy były załatwianie szybko i sprawnie. Nikt łaski nie robi, że buduje się obwodnicę w praktycznie nieprzejezdnym mieście jakim jest Grodków, to jest konieczność dziejowa. W Niemodlinie burmistrz trzy razy blokował drogę, żeby mieć obwodnicę, choć w porównaniu z Grodkowem przejazd przez Niemodlin jest łatwy i przyjemny. I dokonał rzeczy niemożliwej, będzie miał obwodnicę. Gdyby nasz burmistrz z takim samozaparciem walczył o utrzymanie szpitala, Opinie pisałyby peany na jego cześć. Gdybyśmy dostrzegali, że zmierzamy do tego, że w gminie będzie żyło się tanio, w dobrobycie, że łatwo tu będzie o pracę i wszystko wokół będzie piękniało, pisalibyśmy o władzy na kolanach. Niestety, ze smutkiem stwierdzam, że gmina zmierza w złym kierunku, a co gorsza nie zauważamy nikogo, kto chciałby przynajmniej spróbować ten kierunek zmienić.
Kiedy zajęłam się wydawaniem prasy w Grodkowie naiwnie myślałam, że po paru prztyczkach w nos władza zacznie się kontrolować, zmieni trochę filozofię rządzenia i otworzy się na dialog z ludźmi. Niestety, jest coraz gorzej. Urzędnicy nie wyciągnęli wniosków z afery ze żwirownią, z kanalizacją, brną w farmy wiatrowe, w taki sam sposób jak we wcześniejsze inwestycje.
Przez długie miesiące czekaliśmy na pojawienie się jakiegoś ruchu na scenie politycznej, ujawnienie jakichś kandydatur. Osobiście wiązałam nadzieje z trzema osobami. Po bliższym poznaniu okazało się jednak, że jedna jest nieodporna na akwizytorów, druga mocno tkwi w układzie, choć tego nie widać, trzecia jest nielojalna i pasywna. Bezcennym doświadczeniem okazało się referendum. Dzięki niemu sporo się dowiedziałam o ludziach i panujących tu układach. Ostatnie złudzenia straciłam 7 lipca. Wtedy odpadł mój ostatni kandydat, który według mnie, przy odpowiednim wsparciu mógł te wybory wygrać. Mąż powiedział mi wtedy, że najprawdopodobniej obojętnie kogo poprzemy i tak trzeba będzie potem za niego świecić oczami, a poprzeć przeciwko tej władzy kogoś trzeba. Postanowiłam więc zgłosić własną kandydaturę na kandydata, bo jak będę świecić oczami, to tylko za to co sama zrobiłam. Jestem w tej dobrej sytuacji, że nie jestem faworytem i nie muszę wygrać. Sukces odniosę wtedy, kiedy spora część grodkowian zrozumie, że jedyną drogą do normalności jest duża aktywność na polu publicznym, że nie należy się bać, lecz tworzyć jak największe grypy nacisku, w których obowiązuje zasada solidarności. Kiedy chce coś robić jedna osoba, to szybko zostanie ośmieszona przez dyżurnych ośmieszaczy. Kiedy robi coś większa grupa, to ona ma taką siłę, że wyszydzi i skompromituje tych, którzy od lat w Grodkowie mieszają i przeszkadzają. Mam nadzieję, że mój przykład, że można się ośmielić i robić swoje mimo opluwania i ciągłych ataków, zachęci ludzi do wspólnej walki o swoje interesy. Referendum pokazało, że kilka zdeterminowanych osób może zebrać dwa tysiące podpisów w ważnej sprawie. Propaganda środowiska władzy, które się całkowicie w czasie referendum skompromitowało, wciąż usiłuje wmówić, że był to jakiś nielegalny i niepotrzebny zamach stanu. Tymczasem to była pierwsza w historii gminy akcja, dzięki której społeczeństwo mogło mieć realny wpływ na to co się tu dzieje. Referendum nie wyznaczało nowych władz – mówiło: nie zgadzamy się na kierunek jakie obrały władze w rozwoju gminy. Ja też uważam, że to co się dzieje w gminie nie prowadzi do niczego dobrego i jestem dumna., że byłam jednym z setki wolontariuszy, którzy zbierali podpisy. Referendum było w pełni zgodne z prawem, zatwierdzone przez sędziego, komisarza wyborczego. Kosztowało 21 tysięcy, tyle co jakieś gadżety promocyjne, po których nie ma śladu i efektu, a mogło doprowadzić do zablokowania decyzji, które w najbliższej przyszłości zaowocują drastycznym zwiększeniem kosztów życia w gminie. Za brak udziału w referendum grodkowianie zapłacą wielokrotnie więcej niż wspomniane 21 tysięcy i to nie z publicznej kasy, lecz z własnej kieszeni. Trzeba sobie powiedzieć jasno, każdy, kto zwalczał ideę referendum, działał na szkodę zwykłych mieszkańców gminy. Gdyby okazało się, że dużo osób poszło do urn, niezależnie od tego jaki byłby wynik głosowania, społeczeństwo dałoby jasny sygnał, że chce mieć wpływ na to co się w gminie dzieje.
I jeszcze jedno panie Danielu, jest pan aktywnym człowiekiem i jestem przekonana, że wcześniej czy później będzie pan chciał mieć większy wpływ na swoje życie i zostanie pan kandydatem na kandydata, bo niestety, jak się sama przekonałam, innej drogi do normalności nie ma. Zarzucą wtedy panu, że się pan lansował na swoim portalu i prowadził kampanię wyborczą. Tacy są już ludzie. Mieliby rację krytykując pana tylko w jednym przypadku. Jeśli przez lata słodziłby pan władzy, że jest genialna i wszystko jest w porządku, a tu nagle chce pan zająć miejsce tych, których uważał pan za najlepszych z najlepszych. Wtedy, całkiem racjonalnie można by pana oskarżyć o skok na stołek. Jeszcze gorzej by było dla pana, gdyby pan lansował się za publiczne pieniądze, bo to dla społeczeństwa z dużą świadomością praw obywatelskich jest nie do przyjęcia.
Natomiast, kiedy przez długie miesiące i lata będzie pan propagował alternatywną wizję swojej małej ojczyzny, wskazywał co jest niekorzystne, czyli krytykował i robił to pan za swoje pieniądze, będzie pan miał święte prawo swoją wizję realizować także na stanowisku publicznym, bo jest pan obywatelem tego kraju. Wyborcy ocenią pana uczciwość i fachowość.
Mnie nikt nie może zarzucić, że kolaborowałam z władzą, a potem, kiedy mi było wygodnie wbiłam im nóż w plecy. Opinie od początku prezentują odmienną od obowiązującej obecnie wizję gminy. Teraz nadszedł czas, żeby spróbować ją wcielić w życie i doprowadzić do tego, że będzie tu obowiązywał dialog społeczny, zasada zrównoważonego rozwoju, inwestycje planowane po to, by przynosiły jak największe korzyści zwykłym ludziom, na każdym szczeblu władzy zapanuje całkowita przejrzystość, a burmistrz nie będzie czekał na ogłaszane w województwie konkursy, lecz powalczy o takie marzenia mieszkańców, jak szpital, nowe miejsca pracy, no i, przede wszystkim, zniknie potworna arogancja, której na każdym kroku doświadcza wielu grodkowian. Po prostu, żeby w Grodkowie było normalnie.
Na łamach Opinii Grodkowskich, często krytykowany był tegoroczny budżet miasta, nazywany także przez redakcję „budżetem śmierci". Gdzie chce Pani szukać oszczędności pozwalających na płynną spłatę zadłużenia a także realizację kolejnych inwestycji?
Wpadł pan. Nieładnie, nie czyta pan najbardziej opiniotwórczego pisma w gminie. Artykuł, o którym pan wspomina pochodzi sprzed epoki czyli prawie dwóch lat i dotyczył budżetu na rok 2009. O tym, że tegoroczny budżet jest „budżetem śmierci" (oczywiście autor nie użył tego sformułowania) pisał na łamach Gazety Grodkowskiej radny Prochera. Stwierdził, że w wyniku obecnych wydatków i kredytów w gminie nic się nie będzie działo przez kilka najbliższych lat. Jeśli tak pisze radny, który do tego stanu wspólnie z kolegami doprowadził, to jest dość wiarygodny.
Stagnacja w rozwoju gminy, kiedy sąsiednie dynamicznie się rozwijają niczego dobrego nie wróży. Dlatego potrzebne są nowe, kreatywne władze, które brak pieniędzy nadrabiałyby pomysłem, inicjatywą, rozbudzaniem aktywności społecznej. I teraz, niech każdy sobie odpowie na pytanie, czy obecne władze są kreatywne? Czy kreatywność polega na tym, że bierze się najdroższe z możliwych rozwiązania jak np. kanalizację, miliony złotych wpuszcza się w przełożenie dachu i pomalowanie fasady ratusza oraz utwardzenie płyty rynku? Zadaniem władz jest osiągnięcie doskonałego efektu za niewielkie środki. I tu jest naprawdę wielkie pole do popisu dla nowego burmistrza.
Zadaniem nowego burmistrza będzie przede wszystkim utrzymanie zadłużenia na bezpiecznym poziomie, na spłacanie długów „na siłę" gmina nie może sobie pozwolić, gdyż jest zbyt zapóźniona cywilizacyjnie w stosunku do sąsiadów. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby nie trzeba było robić drastycznych oszczędności. Oczywiście na początek trzeba będzie sporządzić katalog wydatków gminy i sprawdzić ich racjonalność. Tu mogą tkwić rezerwy. Docelowo chciałabym dokonać w ciągu kilku lat takich zmian organizacyjnych w gminie, żeby tzw. „wolne środki" stanowiły ponad 20 procent budżetu, tak jak to jest w sąsiednich gminach.
Dalsza część wywiadu po kliknięciu w link "czytaj całość"
Bieżący rok nazywany jest często „rokiem cudów", co wiąże się z kilkoma dużymi inwestycjami prowadzonymi na terenie miasta i gminy. Czy zamierza Pani nadal rozpieszczać mieszkańców kolejnymi cudami (w tym budową krytej pływalni), czy w drodze oszczędności, wydatki ograniczone zostaną jedynie do doraźnych inwestycji? Czy zamierza Pani kontynuować rewitalizację zabytków?
Przede wszystkim nie znamy rzeczywistego stanu finansów gminy. Wszystko trzeba zacząć od podliczenia zobowiązań i realnych dochodów. Najbliższe dwa-trzy lata będą bardzo trudne dla finansów publicznych. Wpływy do naszego budżetu nie muszą rosnąć tak, jak to widać w załącznikach do uchwały budżetowej. Światowy kryzys wcale się jeszcze nie skończył. Utrzymanie długu na bezpiecznym poziomie i jednoczesne wyciąganie gminy ze stagnacji społecznej i ekonomicznej nie będzie łatwe. Do tego trzeba rozwiązać bardzo pilny problem segregacji i zagospodarowania śmieci. Za brak działań w tym kierunku grożą nam prawdziwe, a nie propagandowe kary.
Oczywiście to nie jedyny problem. Nasza gmina już odstaje od sąsiadów wizualnie i pod względem tworzonych dla mieszkańców udogodnień. W gminie Wiązów powstają wiejskie centra edukacji, władze zapowiadają, że w każdej wsi będzie świetlica z pracownikiem i internetem. Nie możemy sobie pozwolić na stagnację. Myślę, że najbliższe lata powinny stać pod znakiem wielu małych inwestycji, w które zaangażują się społeczności lokalne, które za swoje zaangażowanie będą odpowiednio nagradzane. Tego nie lubią urzędnicy, bo w przeciwieństwie do jednej dużej inwestycji, jest to niekończący się wysiłek i naprawdę ciężka praca. Jakie to będą inwestycje, to będzie zależało od potrzeb mieszkańców. Osobiście uważam, że np. we wsiach trzeba zacząć od podstaw, czyli od chodników i dobrego oświetlenia, od tego co zapewnia bezpieczeństwo i ułatwia życie.
Co do cudów, owszem marzą mi się dwie inwestycje w Grodkowie – szpital i pływalnia. Pływalnia nie tyle bombastyczna, sportowa czy rekreacyjna, co skromna, tania, rehabilitacyjna, dzięki której dzieci nauczyłyby się pływać i poprawiały swoje zdrowie. Nie zamierzam jednak obiecywać, że zrobię to w rok czy nawet w cztery lata. Nasza gmina nie prosperuje najlepiej i najpierw trzeba w nią tchnąć nowego ducha.
Mogę natomiast zadeklarować, że jednym z pierwszych moich działań będzie dążenie do zabezpieczenia kościoła ewangelickiego i rozmowa z właścicielem „Piasta". Te dwa budynki napawają mnie dużym niepokojem. Będę również działać na rzecz odnowienia innych grodkowskich zabytków, także tych na wsi. Mam też nadzieję na bliską współpracę z parafiami, w których są zabytkowe kościoły, gdyż ich istnienie na naszym terenie zamierzam uczynić ważnym czynnikiem w strategii promocyjnej gminy.
Priorytetem będzie jednak zapewnienie bezpiecznego funkcjonowania gminy w trudnych czasach kryzysu budżetowego w Polsce.
W kompetencjach burmistrza leży powoływanie szkół publicznych. Czy mieszkańcy Gałążczyc i Bąkowa mogą liczyć na to, iż zdecyduje Pani o reaktywacji placówek?
Bardzo zależy mi, żeby w gminie była bardzo silna warstwa inteligencji. Jest rzeczą oczywistą, że tworzą ją nauczyciele. Mało tego, pragnę, żeby czuli się niezależni od władzy, żeby w toczonych przez nich dyskusjach powstawały nowe koncepcje, tworzyła się opozycja, która zmusi burmistrza, mam nadzieję, że mnie, do bardzo intensywnej pracy dla wspólnego dobra. A jeśli się nie sprawdzę to będzie mnie miał kto zastąpić.
W tym celu pragnęłabym zrealizować dwa pomysły – pierwszy to przekazanie głosów elektorskich gminy w konkursach na dyrektora szkoły gminnej rodzicom. Drugi, to wszelka pomoc w tworzeniu szkół społecznych, zupełnie niezależnych od gminy. Jeśli rodzice wyjdą z taką inicjatywą, mogą liczyć na wszechstronną pomoc – od zakładania stowarzyszenia po rozruch szkoły i przygotowanie budynku. Wsie mogą liczyć na szkoły publiczne, miasto na niepubliczne. Zresztą w miarę powstawania kolejnych szkół społecznych różnica w finansowaniu tych dwóch rodzajów szkół będzie się zacierać, gdyż gminna oświata będzie generować mniejsze koszty. Taka ewolucja systemu oświaty wynika zresztą z polityki oświatowej MEN. Obojętnie, kto będzie rządził gminą i tak takie szkoły będą musiały powstawać.
Czy stracą na tym nauczyciele? Zapewne jakaś ich cześć straci finansowo. Trzeba jednak spojrzeć na ostatnie zmiany w systemie oświaty, dążenie do zwiększania pensum i tzw. niż demograficzny. Wielu nauczycieli już wkrótce może stanąć przed dylematem nie tyle, że straci cześć dochodów, lecz że w ogóle straci pracę i kontakt z zawodem. A przecież szkoły społeczne mają możliwość uzyskiwania środków z wielu źródeł – choćby przez uczestnictwo w programach edukacyjnych. Dobre szkoły społeczne przyciągną też uczniów, a z nimi większe dochody dla nauczycieli.
Co stanie się z GZSiP, który Opinie wskazywały jako instytucję zbyt obciążającą budżet miasta. Czy ilość etatów zostanie zredukowana, a może planuje Pani całkowicie zlikwidować tę komórkę?
Nie jestem miłośniczką zarządu, choć jego dyrektor ma wiele uroku osobistego. Moim celem życiowym nie jest likwidacja wydziałów i wyrzucanie z pracy urzędników, więc nie umiem teraz powiedzieć, czy w ogóle jest w gestii burmistrza rozwiązanie zarządu, czy też musi o tym decydować rada miejska.
Jestem zwolenniczką jak największej samodzielności szkół i ich dyrektorów, ale też nie chcę zepsuć czegoś, co działa. To właśnie przedstawiciele szkół muszą jasno określić, w jakim zakresie będzie im potrzebna pomoc gminy, a w jakim sami sobie poradzą. Trzeba też przeanalizować jak działają placówki oświatowe, w gminach gdzie nie ma zarządu szkół. Z pewnością jednak należy się liczyć z tym, że kompetencje i znaczenie zarządu będzie za moich rządów malało i w zależności od sytuacji mogę postulować jego rozwiązanie.
Często Opinie Grodkowskie poruszały problem związany z budową kanalizacji, konkretnie, wysokie ich zdaniem, ceny wody czy odbioru ścieków po zakończeniu rozbudowy sieci. Jako alternatywę proponowano budowę przydomowych oczyszczalni ścieków czy ekologicznych szamb. Jakie kroki planuje Pani podjąć jako burmistrz, by zapobiec horrendalnie wysokim cenom i czy nadal będzie Pani propagować ideę nie przyłączania do sieci kanalizacyjnej, co, jak wiadomo, zwiększy koszty korzystania z niej dla tych, którzy jednak zechcą się „skanalizować".
Proszę mi nie wkładać w usta apeli, których nie wygłaszałam. Nie wzywałam do bojkotu nowej sieci. Kiedy niektórzy radni mówili, że mają nadzieję, że ten program utrąci „góra", radziliśmy w gazecie, żeby ludzie myśleli o tańszych rozwiązaniach póki jest na to czas. Kiedy podpisano umowy dotacyjne wplątano nas w inwestycję, która w razie braku chęci mieszkańców do przyłączania się do sieci może skutkować zarządem komisarycznym i zapaścią finansów gminy na lata. Dlatego też w jednym z numerów Opinii z wielki smutkiem i poczuciem odpowiedzialności stwierdziliśmy, że trzeba będzie teraz namawiać mieszkańców do korzystania z nowej sieci.
Byłam i jestem przeciwniczką tej absurdalnej, nieracjonalnej ekonomicznie i niepotrzebnej w naszej gminie inwestycji. Przypominam, że w projekcie początkowo miało wziąć udział bodajże 26 gmin, zostało chyba tylko 5 (mogę się mylić o jedną czy dwie). Trudno przypuszczać, żeby 20 gmin zrezygnowało z korzystnej inwestycji.
Kiedy jednak podpisano umowy, pieniądze zostały wydane, zobowiązania zaciągnięte, trzeba szukać najkorzystniejszego sposobu wybrnięcia z problemu. I to jest jedno z najtrudniejszych zadań nowego burmistrza. Myślę, że trzeba zacząć od określenia indywidualnych kosztów przyłączenia do sieci. Nie może być to 4 000 złotych, lecz najwyżej, jak w sąsiedniej gminie 500. To pozwoli ominąć pierwszą rafę. Co do wysokich kosztów odprowadzania ścieków, to są sposoby na ich ograniczenie, jednak nie ośmielę się o nich pisać bez konsultacji z dobrymi prawnikami i zaznajomienia się z zawartymi przez gminę i GrodWiK umowami. Mogę natomiast oświadczyć, że zrobię wszystko, żeby te koszty były dużo mniejsze niż zapowiadają obecne władze. Nie ma też mowy o tym, żeby straż miejska terroryzowała ludzi, którzy nie chcą się przyłączyć. Osobiście będę chodziła od domu do domu i prosiła ludzi o przyłączenie.
Co do przydomowych oczyszczalni ścieków, sprawdzałam ostatnio ceny nieruchomości na terenach gdzie powstały wiatraki. Przy okazji znalazłam oferty deweloperów oferujących luksusowe szeregowce i apartamenty w ekskluzywnej okolicy, kilkaset metrów od morza, w strefie wyjątkowo chronionej ekologicznie. Niech pan zgadnie w jaki sposób rozwiązano tam tanio i zgodnie z normami Unii Europejskiej problem ścieków?
Nierzadko proponowała Pani ideę uczestnictwa mieszkańców w obradach samorządu. W jaki sposób planuje Pani zwiększyć świadomość oraz zainteresowanie mieszkańców chociażby sesjami rady miasta?
Jest przysłowie: Nie przyszła góra do Mahometa, to Mahomet przyszedł go góry. Jak pan wie jestem specjalistką od wydawania prasy tanim kosztem. Dopóki internet nie trafi pod strzechy trzeba będzie publikować relacje z tego, co ważnego dla losu mieszkańców dzieje się w gminie. Myślę o biuletynie sprzedawanym za 50 groszy (rozdawany za darmo, jak jedno z pism ogłoszeniowych trafiałby przede wszystkim na podpałkę). Prawdziwa sucha informacja, ogłoszenia urzędu, komunikaty, fragmenty protokółów z zebrań i sesji. Osobiście marzy mi się, żeby sesje rady miejskiej były transmitowane w internecie.
W jaki sposób zamierza Pani działać na rzecz poprawy bezpieczeństwa w gminie?
Nie zamierzam wymyślać prochu, w sąsiedniej gminie wprowadzono rzeczywiste zero tolerancji dla osób naruszających prawo i są tego efekty. Młodzi ludzie mieli trochę stresu, kiedy obwąchiwały ich psy poszukujące narkotyków. Kilka osób było w szoku, że za jakieś głupstwo typu uszkodzenie tablicy ogłoszeniowej na rynku mają poważne problemy z prawem. Niestety, obawiam się, że jesteśmy w takim punkcie, że sama edukacja społeczna problemu nie rozwiąże. Potrzebna jest świadomość nieuchronności surowej kary. Chciałabym też, żeby terminal monitoringu miasta był na komisariacie.
A co ze Strażą Miejską?
Nie udało jej się zdobyć zaufania społecznego. Jest naznaczona piętnem prześladowania uczciwych ludzi za zbyt małą produkcję śmieci i pijących pod wiejskim sklepem piwo. Jej działanie będzie z pewnością przedmiotem wnikliwej analizy nowej rady miejskiej, która zdecyduje, co dalej będzie z tą służbą. Myślę, że wtedy zostaną określone jej najważniejsze zadania. Z pewnością nie będzie to ściganie ludzi za produkcję śmieci czy nie przyłączanie się do kanalizacji. Uważam, że najważniejszym czynnikiem skuteczności straży miejskiej jest wzbudzanie zaufania i szacunku społecznego. Bez tego nie mają szans na współpracę z ludźmi, na uzyskiwanie informacji, które są niezbędne dla realizacji podstawowego celu straży – utrzymywania w gminie ładu i porządku.
Kolejną bolączką mieszkańców gminy jest dostęp do służby zdrowia. Co można na tej płaszczyźnie ulepszyć i jakimi sposobami planuje Pani to osiągnąć?
Tu sprawa jest oczywista, rozpoczynamy walkę o szpital. Musimy być przygotowani organizacyjnie i finansowo na wejście w życie dyrektywy unijnej, która zmniejszy znaczenie kontraktów z NFZ-tem, bo nie oszukujmy się, że urzędnicy dadzą coś, co jest nam naprawdę potrzebne, bez walki, co pokazuje choćby przykład karetki pogotowia dla Wołczyna. Szansą dla nas są zmiany prawne, jakie wkrótce nastąpią i powrót do konkurencji między kasami chorych. Jako doraźne rozwiązanie widzę stworzenie ambulatorium z prawdziwego zdarzenia, żeby grodkowianie z każdym głupstwem nie musieli jeździć do Brzegu. Oczywiście dobrze byłoby stworzyć oddział ratunkowy w ramach systemu ratownictwa medycznego, jednak to walka na kilka lat.
Dlatego trzeba będzie w końcu zacząć przeznaczać w budżecie gminy pieniądze na poprawę bezpieczeństwa zdrowotnego. Na razie wydajemy środki tylko na przeciwdziałanie alkoholizmowi, do czego zobowiązuje ustawa. Ostatnio z tej puli, o ile dobrze zapamiętałam, dopłaciliśmy ok. 50 tysięcy jakiemuś stowarzyszeniu z innej gminy do zakupu mammobusu.
Marzą mi się też profilaktyczne badania medyczne, szczególnie na wsi i poprawa stanu uzębienia u dzieci i młodzieży. Na takie akcje dość łatwo można znaleźć pieniądze, szczególnie jeśli dotyczą terenów popegeerowskich.
I to jest właśnie recepta na zrobienie czegoś, a nie czekanie na cud. Szukanie pieniędzy w różnych źródłach, nawet niewielkich, na różne programy, które będą się ogniskować, w jednym, najbardziej pożądanym przez nas miejscu.
Będziemy też szukać inwestora medycznego, takiego jak w Skarbimierzu. Rozmawiałam kilka miesięcy temu z prezesem tej firmy. Był bardzo pozytywnie zaskoczony, kiedy usłyszał, że mamy w Grodkowie 150 osób wykwalifikowanych w opiece medycznej z doświadczeniem w pracy w szpitalu. Żałował, że nie wiedział o tym wcześniej. Pod względem niektórych usług medycznych, opiekuńczo-medycznych i rehababilitacyjnych możemy być zapleczem dla Wrocławia.
Przedmiotem sporów jest także targowisko miejskie. Kierowcy narzekają na zakorkowanie miasta i brak miejsc parkingowych. Sprzedawcy na zbyt wysokie opłaty i kiepskie, ich zdaniem, warunki. Jeszcze inni wskazują na proces poboru opłat, który, jak twierdzą, sterowany jest przez „ciemne moce". Ma Pani jakąś wizję związaną z tym problemem? Może sensownym wyjściem z sytuacji będzie wyznaczenie placu targowego na peryferiach miasta?
Jeśli ma pan jakieś informacje o malwersacjach na targowisku, to powinien pan to zgłosić odpowiednim organom. Na pewno w grodkowski targ warto inwestować, bo ściąga do miasta ludzi nawet z bardzo odległych miejscowości. Przenoszenie go poza miasto jest ryzykowne, gdyż najczęściej nie jest to już ten sam targ, co dawniej. Uważam, że teren trzeba utwardzić i znaleźć sposób na wykorzystywanie go nie tylko w czwartki. Mógłby służyć np. jako plac ćwiczeń dla nauki jazdy, oczywiście za jakąś niewielką opłatą. Natomiast te „ciemne moce" biorą się ze złego przygotowania terenu targowego. Utwardzony plac z oznakowanymi modułami powierzchni dla sprzedających daje możliwość łatwego rozliczenia opłat. Jest sto modułów, plac był zapełniony w 100 procentach, wiadomo jakie były wpływy z opłaty targowej. Ale to wszystko to drobiazgi. Ważniejsza jest rewitalizacja zdewastowanych stajni przy placu, przejęcie terenów od PKP i ich zagospodarowanie. To są wyzwania dla władz miasta, zważywszy, że duża część strategicznych nieruchomości jest teraz w rękach prywatnych.
Jaka przyszłość czeka według Pani pałac w Kopicach. Gdy ruina zyskała nowego właściciela, chyba przedwcześnie cieszyli się Państwo na łamach Opinii z pojawienia się inwestora, który, jak się dziś dowiadujemy, nie zrobił prawie nic, by zabytek odremontować. Niektórzy wspominają nawet o celowym działaniu mającym na celu szybsze zawalenie się jego pozostałości.
Prezes Zarmenu wyraźnie powiedział radnym na sesji: Będzie kopalnia, nie będzie odbudowy pałacu i konsekwentnie słowa dotrzymał. Firma ma świetnych prawników, a grzywna za bezczynność nawet w maksymalnej wysokości nie zrobi na nich żadnego wrażenia.
Tak, cieszyłam się z tego, że będzie 120 fajnych etatów w gminie, że będzie najlepsza z możliwych inwestycji – super prestiżowa, ekologiczna i nie do przeniesienia po 10 latach na Ukrainę albo do Kazachstanu. Cieszyłam się, że powstanie 36 mieszkań dla rodzin z Kopic, że powstaną wokół tej inwestycji kolejne miejsca pracy w Kopicach i samym Grodkowie. Do tego zainwestowałam ok 60 zł i przejrzałam sprawozdania finansowe firmy. Były bez zarzutu. Do głowy mi nie przyszło, że można nie walczyć o takiego inwestora. Uważam, że każdy kto się nie cieszył z perspektyw jakie się wtedy rysowały dla Kopic nie życzy dobrze gminie i jej mieszkańcom.
Dalej jestem przekonana, że może coś z tego być, gdyż firma nie wystawia pałacu na sprzedaż. Jeśli jakimś cudem żwirownia nie zmieni stosunków wodnych w okolicy, drzewa nie uschną a stawy nie wyschną, to kto wie, co się stanie. Warunek jest jeden – inne, przewidywalne władze w gminie. Z obecnym burmistrzem i radnymi ten inwestor z pewnością nie będzie rozmawiał.
Zupełnie natomiast nie wierzę w opowiadania o celowym działaniu zmierzającym do zawalenia się pałacu. To nie są mali zawistnicy, którzy daliby sobie rękę uciąć, żeby zrobić komuś na złość. Zarmen właśnie wyremontował kolejny zabytek na Śląsku, o czym piszemy w Opiniach, otrzymał dotacje na prace naukowe w wysokości ponad 60 mln złotych, inwestuje 500 mln w koksownię w Częstochowie. Takiej firmie potrzeba prestiżu, a nie zamieszania w aferę z niszczeniem zabytków. Logika więc każe sądzić, że jest teraz okres wyczekiwania i analizowania, co z tym zrobić. Niestety, w Zarmenie obowiązuje obecnie zasada, że z nikim z Grodkowa nie rozmawiają, bo sporo ludzi ich tu zdradziło, więc ja też nie mogę uzyskać od nich żadnej konkretnej informacji.
Zarzucała Pani obecnym władzom brak kompetencji. Co zamierza Pani uczynić, by instytucja ta pod Pani kierownictwem była bardziej fachowa?
Niektórzy mają tendencję do przypisywania swoich wniosków wyciąganych z lektury czyjegoś tekstu za tezy autora. Otóż nigdy i nigdzie nie napisałam, że obecne władze są niekompetentne. Jako rzetelny dziennikarz mogę oceniać tylko ich działania. Te działania uznałam za niekorzystne dla ludzi. U podstaw kontrowersyjnych decyzji wcale nie musi jednak leżeć niekompetencja. Co? Pan z pewnością znajdzie mnóstwo odpowiednich odpowiedzi. Mnie interesują tylko skutki tych decyzji.
Moim zdaniem zdecydowanie większym problemem w Grodkowie jest arogancja z jaką często traktowani są zwykli mieszkańcy gminy. Mamy mnóstwo sygnałów od czytelników. Począwszy od staruszek, które za kilkaset złotych zaległości czynszowych po zimie 100-lecia dostają pisma o eksmisji a skończywszy na osobach, które chciałyby od gminy kupić nieruchomość.
Taki wizerunek urzędu trzeba zmienić. W Grodkowie jest to bardzo proste, wystarczy, że burmistrz wyśle czytelny sygnał do podwładnych, że takiego stylu pracy nie toleruje, to urzędnicy od razu zmienią swoją filozofię życiową. Tak tu jest. Oporni będą musieli wybrać inną ścieżkę kariery.
Jeśli zostanie Pani burmistrzem, co stanie się z Opiniami Grodkowskimi? Obecnie opozycyjne, wtedy mogą się stać tubą propagandową władzy, co dziś zarzucacie Państwo innej gazecie. Czy role się odwrócą? A może Opinie nie będą już potrzebne jako narzędzie wywierania nacisku na władzę?
Opinie to pismo wydawane przez fundację i jedno mogę zagwarantować: Kiedy będę burmistrzem fundacja, tak jak jest zresztą obecnie, nie dostanie z budżetu gminy ani grosza. Nawet bibliotece nie będzie wolno od niej kupować książek. Jeśli mąż będzie chciał wydawać pismo, to oczywiście to zrobi. Znając go, w winietce umieści zdanie: „tuba burmistrza" albo: „jedynie słuszne stanowisko burmistrza i jego krewnych". Zrobi to jednak za swoje pieniądze na swój rachunek. Na pewno, tak jak teraz, dla czytelnika będzie oczywiste jaki punkt widzenia ma redakcja pisma. Nie ma więc obawy, że ktoś zostanie oszukany, że w piśmie wydrukowane jest jedno, a redakcja robi całkiem coś innego.
Dużo ciekawiej będzie, kiedy obecny burmistrz wygra wybory z ogromną przewagą. Wtedy nie będzie żadnego sensu wydawania takiego pisma jak Opinie, gdyż społeczeństwo w sposób bezdyskusyjny pokaże, że nie akceptuje naszej wizji rozwoju gminy. Podoba się mu różowy ratusz, zaniedbane wsie, totalna centralizacja władzy, inwestycje typu żwirownie i wiatraki, czy specyficzna polityka prorodzinna w zatrudnieniu. Ludziom trzeba pomagać, lecz my to robimy już ponad dwa lata kosztem naszego życia zawodowego. Nasze zaangażowanie w działalność publiczną będzie więc dużo mniejsze, co może też odbić się na wydawaniu Opinii, których może zabraknąć na rynku.
Co do Gazety Grodkowskiej, bo chyba o niej mowa, to problemem jest to, że jej wydawca dostaje pieniądze z publicznej kasy, tym samym nie ma moralnego prawa prezentować żadnej opcji politycznej i zwalczać zgodnych z prawem inicjatyw obywatelskich, które są niewygodne dla osób przyznających dotacje. Cieszymy się, że obecny burmistrz związał się z jej środowiskiem, bo straci dzięki temu sporo głosów a wcale nie zyska nowych.
Jako, że obecnie pracujemy w tej samej branży, być zrozumie Pani potrzebę powołania w gminie rzecznika prasowego, w szczególności na najbliższe dwa lata, gdy realizowane będą największe inwestycje. Taka osoba mogłaby zajmować się wszystkimi instytucjami podległymi Urzędowi Miasta jak i samym UM. W wolnym czasie rzecznik mógłby zajmować się promocją miasta i gminy w mediach, a pozostali urzędnicy mieliby więcej czasu na wykonywanie swojej pracy, bowiem dziś nie ma w gminie osoby odpowiedzialnej za przekaz informacji społeczeństwu. Czy zamierza Pani wprowadzić taką instytucję?
Wie pan jakie jest ostatnio najczęściej powtarzane zdanie w urzędzie? „Nie ma pieniędzy".
Z pewnością nie będzie dodatkowego etatu, natomiast zupełnie zmieni się wydział promocji miasta.
Koniec z promocją dla promocji, długopisami z nadrukiem i tego typu bajerami. Nie interesuje nas załatwianie artykułów w lokalnych mediach o 10 metrach nowego chodnika. Dział promocji będzie musiał znaleźć pomysły na wzbudzenie zainteresowania gminą, jako miejscem niezwykle atrakcyjnym do życia i inwestowania. Skupimy się na dotarciu z informacją o naszej gminie do potencjalnych inwestorów, także zagranicznych.
Co zaliczyłaby Pani do największych sukcesów obecnej władzy, a co do jej największych błędów?
Władzę należy oceniać patrząc na efekty jej działań w dłuższej perspektywie. Tu mamy aż 8 lat rządów obecnej ekipy, więc można bez większego błędu stwierdzić, że to, jaka jest obecnie gmina to skutek jej rządów. I ja tu sukcesu tej władzy nie widzę. Mieliśmy szpital – nie mamy, miała być strefa ekonomiczna i miejsca pracy – nie ma, były dwa przedszkola – jest jedno, w 10 tys. aglomeracji jest tylko jedna szkoła podstawowa; mogło coś się dziać w Kopicach – nie dano na to szansy. Żyje się wygodnie i tanio? - mamy podatki większe niż w Nysie i w perspektywie najdroższą w okolicy kanalizację. Gmina sprzedała dużą część strategicznych działek w centrum, zlikwidowała sporo zieleni i nie ma już kilku zabytkowych elementów miasta. Budownictwo socjalne nie istnieje, zarobki tych co mają pracę, poza budżetówką, są delikatnie mówiąc kiepskie. Do tego grozi nam kolejna po żwirowniach kontrowersyjna i niesprawdzona inwestycja-eksperyment - wiatraki. O braku dialogu społecznego, szacunku władz dla demokracji, braku opozycji nie wspomnę.
Wybrukowanie płyty rynku, pomalowanie ratusza, czy nawet wybudowanie obwodnicy miasta to tylko rozpaczliwe nadrabianie wieloletnich zaległości. Do tych inwestycji musiałaby doprowadzić praktycznie każda władza, tak jak obecnie chyba każdy właściciel starego domu dobudował lub zaadaptował jakieś pomieszczenie na łazienkę. Jest to udogodnienie cywilizacyjne, bez którego nie sposób funkcjonować. Inna władza co najwyżej przeprowadziłaby te inwestycje w sposób mniej uciążliwy dla mieszkańców.
Sukcesem władzy nie jest jedna czy dwie inwestycje, ale to, czy społeczeństwu, jako całości, a nie wąskiej elicie, żyje się lepiej. Grodków nie jest miastem sukcesu. Władze poniosły klęskę i zostawiają po sobie zobowiązania, których gmina może nie udźwignąć. Nie ma żadnego pomysłu na stworzenie jakiejś nowej jakości. Ciągle tylko do marszałka po pieniądze itd. Zapytajmy ile trwałych miejsc pracy dla mieszkańców gminy, które później nie obciążą jej budżetu, czyli nie będziemy się wszyscy składać na pensje, tylko będą one finansowane z pieniędzy spływających z zewnątrz, powstało dzięki inwestycjom w gminie w ciągu ostatnich 8 lat? To jest jeden z ważnych mierników sukcesu władz.
Mamy duże nagromadzenie chaotycznych inwestycji w roku wyborczym i podpisywanie ważnych umów tuż przed upływem kadencji. Obserwując to co się dzieje w mieście, mam wrażenie, że obecne władze wcale nie czują się pewnie i nie są przekonane o swoim wieloletnim sukcesie i poparciu społecznym. Moim zdaniem wygląda to tak, że gotowe są zrobić wszystko, żeby ludzie znów ich wybrali, nie jest ważne co będzie później. Sama jestem ciekawa, czy ludzi olśni różowy ratusz, czy też dotarła już do nich świadomość, że pomalowanie ratusza praktycznie nic w gminie nie zmienia.
Proszę scharakteryzować w trzech zdaniach swoje ewentualne rządy.
Może najpierw w trzech wyrazach:
uczciwość, kreatywność, normalność
A teraz w trzech zdaniach:
1) Powszechnie obowiązująca zasada równych szans dla wszystkich i tępienie arogancji we wszelkich przejawach życia samorządowego.
2) Ciągłe dążenie do zapewnienia mieszkańcom spokojnego i wygodnego życia, edukacji na najwyższym poziomie i bezpieczeństwa zdrowotnego.
3) Liczenie się z każdą publiczną złotówką i zasada – wielki efekt małym kosztem.
*Agata Wasilenko - urodziła się i mieszka w Grodkowie. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Była jedną z osób, które przyczyniły się do reaktywacji Gazety Grodkowskiej po kilku latach nieobecności na rynku wydawniczym, redaktor naczelna Grodkowskiej przed objęciem tego stanowiska przez Ryszardę Krok. Po wewnętrznym rozłamie w redakcji, postanowiła odejść, współtworząc niezależne Opinie Grodkowskie, których do dziś jest redaktorem naczelnym. Autorka książek o tematyce perfum, kulinariów czy astrologii (m.in. Dieta Horoskopowa, Tajemnice Pachnidła) oraz publikacji w prasie ogólnokrajowej (Wprost). Wspólnie z mężem prowadzi firmę wydawniczą.
Ostatnie uaktualnienie:: 01-09-2010 23:29
|